Euro 2012 w Warszawie: bardziej RPA niż Londyn – konferencję "Miasto po EURO" podsumowuje Dariusz Bartoszewicz, Gazeta Wyborcza
W polskich przygotowaniach do Euro dominuje "mentalność buldożera i walca". O ekologii w ogóle się nie myśli, dlatego goście z Zachodu mogą pomyśleć, że imprezę piłkarską organizują troglodyci. Mamy jeszcze pół roku do pierwszego gwizdka, a eksperci zastanawiali się już wczoraj: "Miasto po Euro. Jak wykorzystać dużą imprezę sportową do rozwoju miasta". Jak zyskać, nie pójść z torbami, utrzymując stadiony, przyciągać turystów, zmienić wizerunek kraju.

Na początku królował urzędowy hurraoptymizm: mury pną się do góry, wiją się autostrady, dworce jaśnieją, a stadiony są już na europejskim poziomie. Ale różowe okulary szybko trzeba było zdjąć.
Miasto to nie maszyna, ale organizm
– Na konferencję przyszedłem pieszo, żeby ocenić, jaką Warszawą zobaczy kibic – zdradził architekt dr Leszek Świątek z Politechniki Szczecińskiej. Wzbudził wesołość, bo impreza zorganizowana przez AMS i Sport.pl (z Grupy Agory) odbyła się w Centrum Olimpijskim na Żoliborzu – daleko od centrum. Listopadowy marsz nad Wisłą wzdłuż Wisłostrady może wywołać depresję u każdego.
– Widać fragmentaryzację miasta. Powstają "kapsuły" podobne na całym świecie: lotniska, dworce, stadiony. W takiej wielkiej "kapsule" [np. w Stadionie Narodowym] spotkają się ludzie z globalnej wioski, w izolacji od rzeczywistości – mówił dr Świątek. I zaznaczał, że szalenie ważne jest, co potem – co goście zobaczą po meczu, w okolicy, na ulicach i placach miasta, czy ono jest przyjemne, "gęste", z kawiarniami, oryginalne - i jakie atrakcje im się zaproponuje. Ostrzegał: – Olimpiadę w Atenach 2004 r. – i obiekty na nią - robili z zadęciem. Tylko że teraz nic się w nich nie dzieje. Powstało prawdziwe cmentarzysko idei olimpijskiej, nie ma korzyści dla miasta.
Prelegent punktował, że – w polskim myśleniu o Euro wciąż "dominuje mentalność buldożera", – a jedyną osobą, która zauważyła jak istotna jest ekologia i "kapitał naturalny" (przyrodniczy) to obecny na konferencji John Lloyd, konsultant i doradca Kapsztadu przed, w trakcie i po FIFA World Cup 2010 r.
– Anglicy chwalą się, że olimpiada w Londynie 2012 będzie najbardziej zielona. Zrewitalizowali zdegradowaną część miasta, założyli jeden z największych śródmiejskich parków w Europie. 90 proc. materiałów rozbiórkowych użyli przy budowie budynków i dróg – przypomniał dr Świątek.
Mówił o "zielonych celach", które od lat towarzyszą wielkim wydarzeniom sportowym w Europie i na świecie, o segregacji odpadów, o panelach słonecznych na dachach stadionów, o oszczędzaniu wody, o parkingach z trawą przepuszczających deszczówkę. - Oddziaływanie Euro na środowisko to u nas w ogóle niepodjęty wątek w dyskusji publicznej. A przecież skończyło się myślenie o mieście jako maszynie, teraz ma być "bio-city". Czy nie potraktują nas jak troglodytów? – zastanawiał się dr Świątek.
Zima bez śniegu i będzie A2
Trzeźwo na opóźnienia w budowie infrastruktury spojrzał Adrian Furgalski z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR. Przypomniał, że pociągi jeżdżą w Polsce ze średnią prędkością 77,7 km, przewoźnicy rozpatrują wypożyczenie nowocześniejszych składów na Euro z Włoch. - Na dworcu Zachodnim goście powinni zamknąć oczy, lifting Centralnego jest opóźniony, na Wschodnim remont budynków w terminie, ale są pieniądze tylko na remont trzech peronów – mówił.
Przypomniał, że przejezdność autostrady A2 wisi na włosku: – Trzymajmy kciuki za zimę. Potrzebny jest jeszcze miesiąc bez śniegu i mrozu. Nie ulegajmy jednak eurowariactwu. Pewnie będziemy się wstydzić, ale goście z Zachodu wiedzą, że z infrastrukturą nie jest u nas najlepiej.
Dlatego – i to główny wniosek z konferencji – należy ratować imprezę entuzjazmem mieszkańców, gościnnością, darmowymi imprezami i koncertami w miastach gospodarzach i jak najlepszą organizacją. To się udało w Afryce Południowej w 2010 r., może się też udać w Polsce w 2012 r. Ale należy zmienić "mentalność buldożera i troglodyty" na bardziej eko – i homo sapiens.
więcej
-----------------------------
Euro 2012 to dopiero początek – pisze Michał Wybieralski, Gazeta Wyborcza Poznań
Dzięki Euro 2012 napłyną do nas zagraniczne inwestycje, zjadą się turyści, zmieni się wizerunek Polski w świecie. Ale najważniejsze jest to, byśmy stali się aktywną wspólnotą.
Tak uważają uczestnicy konferencji "Miasto po Euro", która odbyła się wczoraj w Warszawie. – Euro nie jest celem, ale początkiem drogi. Dzięki niemu przyśpieszyliśmy inwestycje w infrastrukturę i budowę kapitału społecznego – przekonywał Marcin Herra, prezes spółki PL.2012.
Herra uważa, że podczas turnieju wpływy z turystyki wyniosą 750 mln zł, a w kolejnych 8 latach mogą sięgnąć 4 mld zł. Dr Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku, optymistycznie przekonywał: – Dzięki Euro wzrosła produkcja, zatrudnienie i konsumpcja. Inwestycje na turniej finansujemy głównie ze środków UE, więc z tego powodu nie zwiększamy znacznie długu publicznego. Bez Euro wielu z tych funduszy byśmy nie wykorzystali. Zagranicznym inwestorom nie przeszkadza np. niski poziom edukacji w Polsce, ale słaba jakość dróg. Więc dzięki Euro znikają bariery rozwoju gospodarczego.

Marcin Herra, prezes spółki PL.2012 i Marek Kuzaka, prezes AMS
Czy stadiony przyniosą nam zyski? – Nie udowodniono, że budowa stadionu w danym mieście zwiększa jego PKB w stosunku do miast, które stadionów nie budują – przyznał Rafał Jaroszewski z firmy doradczej Ernst&Young. – Średnia frekwencja na meczach Lecha jest dziś mniejsza niż połowa wielkości stadionu, więc tę inwestycję trudno uzasadnić względami piłkarskimi – nie ukrywał. Dlatego piłkarskie areny trzeba maksymalnie wykorzystywać w sposób pozasportowy. Jaroszewski mówił m.in. o monachijskiej Allianz Arena, gdzie odbywa się rocznie tylko kilka dużych imprez, ale małe (poniżej 300 osób), są tam codziennie. Omawiał też przykłady stadionów w Amsterdamie, Stuttgarcie i Groningen. Tam na zyski pracują umieszczone w trybunach albo obok nich restauracje, sklepy, centra handlowe, kluby muzyczne, muzea, kasyna, kina, parkingi, a nawet szkoły. W Poznaniu o takim wykorzystaniu stadionu możemy na razie pomarzyć.
Michał Prymas, pełnomocnik prezydenta Poznania ds. Euro 2012 opowiadał o projektach społecznych: zbiórce krwi "Krewni Euro", która zwiększyła też liczbę dawców szpiku, makiecie stadionu dla niewidomych, zlicytowanych zdjęciach z Bułgarskiej, dzięki czemu powstało boisko przy domu dziecka czy 52 tys. odblaskowych kamizelek, które magistrat i "Wiara Lecha" rozdali przedszkolakom. – W tych akcjach uczestniczyły tłumy. To potencjał do zagospodarowania, by po Euro nie została nam tylko infrastruktura, ale też kapitał społeczny, solidarność i tolerancja – przekonywał.
Jego wystąpienie chwalił John Lloyd, doradca Kapsztadu podczas mundialu w RPA. –Stawiajcie na ludzi, ich historię i pasję!
Konferencję zorganizował AMS w ramach programu "Bramy Kraju".